Miałam w ogrodzie niewykorzystane miejsce. Zaraz obok bramki, przez którą mogę wejść do ogrodu teściowej. Rośnie tam taki dziwny kwiat, którego "kwiaty" przypominają rzep? Noo takie kulki z igiełkami. Obok były zioła carry i prawie nic więcej. Jakaś brzydka kępa trawy, usypana kora dookoła roślin... Takie nie wiadomo co. Zioła przesadziłam w inne miejsce, korę wybrałam, trawę wywaliłam i posadziłam trzy róże zakupione w Tesco. Jako że czerwoną już mam, teraz posadziłam różową, białą i żółtą. Troszkę serce mnie bolało przy kasie, mimo iż róże były wyjątkowo tanie, ale wytłumaczyłam sobie że teraz jest odpowiedni czas na sadzenie róż i jak przegapię, to będę musiała czekać cały rok. Więc mam! Teraz trzymam kciuki czy wszystkie się przyjmą. Jak będzie już widać chociaż minimalny efekt, oczywiście wkleję zdjęcie.
W następnym poście znowu wspominki. Tym razem na tapetę wezmę moje drugie ulubione miejsce, czyli balkon.
No to pa!
A zdjęcia róż gdzie? :)
OdpowiedzUsuńMy teraz z Mordeczkiwnem pracujemy wieczorami w naszym zapuszczonym ogrodzie. I dopiero w sobotę zauważyłam, ze wszystkie róże omroziło. Nie owinęłam ich na zimę, po prostu o tym nie myślałam, bo zawsze mama zajmowała się ogrodem.
OdpowiedzUsuńA kto to jest Mordeczkin? Bo chyba nie Kocur, mała też chyba nie...
OdpowiedzUsuńA z tych róż nie da się już nic wykrzesać? Przycinałaś je?